wtorek, 13 sierpnia 2024

Dziś mam wyjątkowo słaby dzień.

Wzięłam parę dni wolnego z pracy, żeby ogarnąć sprawy życia codziennego, pójść na spacery, zrobić trochę jogi, poczytać książki. Ale na niczym nie mogę się skupić, jakby mój mózg zasnął. Fibromgła? A może to tylko wymówka.

Chodzi za mną coś słodkiego. Zjadłabym loda, ale Paweł zjadł ostatniego wczoraj. A tak właściwie, czy naprawdę mam na to ochotę?

Powinnam pójść do paczkomatu, żeby odebrać przesyłkę z Amazona. Ale czy muszę iść teraz? Mam czas do czwartku. Co się stanie, jeśli nie odbiorę jej dzisiaj? Nic. Jeśli jednak pójdę, to pewnie skończę w Tesco, kupię te lody, a potem zjem je w domu. A skoro lodów nie mam, to nie zjem.

Czuję się winna, że tak się nad sobą rozczulam. Ale z drugiej strony, kto inny ma to zrobić, jeśli nie ja?

To chyba jeden z moich demonów – parcie do przodu, niepokazywanie słabości, aż do momentu, gdy padnę na twarz. I teraz widzę efekty: spadam na samo dno własnej ciemnej otchłani. Na własne życzenie.

Popołudnie. Ciągle chce mi się jeść. Może spacer byłby dobrym pomysłem? Muszę sprawdzić, czy mam jakiś audiobook do posłuchania. Zaczęłam "Nakurwiam zen" Marii Peszek, ale jakoś nie mogę się w to wciągnąć. Pewnie to nie ten moment.

Mam też "Unfuck Yourself" J.G. Bishopa. Zobaczymy, może to będzie lepszy wybór.

Jedna dobra rzecz, jej dzisiaj jeszcze nie wymiotowałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziś mam wyjątkowo słaby dzień. Wzięłam parę dni wolnego z pracy, żeby ogarnąć sprawy życia codziennego, pójść na spacery, zrobić trochę jog...